Barnevernet, czyli Norweski Urząd Ochrony Dzieci

Barnevernet to ciężki temat i już sama nazwa może niektórych przyprawiać o strach, dreszcze, gęsią skórkę, albo po prostu złość. Jest tez grupa osób, które sa bardzo wdzięczne, ze istnieje taka instytucja.

Organizacja powstała w roku 1989 i ma na celu ochronę praw dziecka. Organizacja ta bardzo dużo robi dla dzieci, które nie maja normalnych domów i bezpiecznych warunków do rozwoju i życia.

Ważne jest by obcokrajowcy zapoznali się ze zwyczajami i akceptowanym sposobem wychowania dzieci w tym nowym kraju (w tym przypadku Norwegii). Tutaj nie wolno bić dzieci, gdyż kary fizyczne są zakazane. Nie wolno też zostawiać małych dzieci samotnie w domu, co w Polsce z braku innych możliwości niestety jest praktykowane. Należy też być bardzo ostrożnym co do wrzucania zdjęć na kanały socjale media, np. takich z butelkami po imprezie lub z dowodem obecności małych dzieci w domu w trakcie imprezy. Takie zdjęcia mogą wzbudzić w kimś zainteresowanie lub też niepokój, co może wiązać się z różnymi konsekwencjami.

Według prawa, po rozwodzie następuje określony podział obowiązków rodzicielskich i opieki nad dzieckiem, którego trzeba przestrzegać. I nawet Rutkowski tutaj nie pomoże. Natomiast, zdarza się niestety, że byli małżonkowie mszczą się na sobie wzajemnie i zgłaszają swojego partnera do Barnevernet.

Największy problem Barnevernet tkwi w tym, że organizacja ta może danej rodzinie, czy też dzieciom bardzo pomóc, to niestety pewnej liczbie rodzin może również bardzo zaszkodzić. Barnevernet ma ogromną siłę, bardzo dużo do powiedzenia, a decyzje organizacji czasem, niestety, są zależne od poszczególnych jej pracowników. I tak na przykład, moja znajoma rozwiodła się z powodu nadużywania przez małżonka przemocy fizycznej. Gmina, w której wówczas zamieszkiwała wydała decyzję, że jeżeli nie będzie ona odsyłała dzieci na wizyty do ojca, to zostanie to zgłoszone, a następnie zostanie ukarana, bo przecież dzieci mają prawo do kontaktu z ojcem. Po czasie podlegała już jednak innej gminie, a tam z kolei powiedziano jej, że jak będzie posyłała dzieci do ojca, to ja zgłoszą, bo on przecież używał przemocy wobec dzieci. Czyli mamy dwie sprzeczne informacje z tej samej organizacji. I jak tutaj być mądrym?

Odebranie dziecku nagle rodzica, to niesamowity szok, zwłaszcza dla tych najmniejszych dzieci. Sytuacja jest jeszcze trudniejsza, gdy dojdą różnice kulturowe, jak na przykład język, czyli dziecko jest obcokrajowcem. Czasem jedzenie, spokój i ciepłe łóżko w nowym domu nie zastąpią dzieciom braku matki czy ojca, a trauma rozłąki od rodziców może spowodować więcej strat niż zysków. Naprawdę wiele potrzeba by dzieciom było lepiej w rodzinie zastępczej niż własnej. Należy też pamiętać, że nawet jak rodzice nie wykazują się w swojej roli, to dziecko ma jeszcze dziadków, ciocie i innych członków rodziny, którzy powinni być pierwsi w kolejce jako rodzina zastępcza. Znam osoby, które postanowiły wrócić do kraju z obawy przed Barnevernet, ale normalna, kochająca sie rodzina naprawdę nie ma czego sie obawiać.

Co jakiś czas nagłośniania jest jakaś kolejna sprawa w mediach, tj. w gazecie czy tv przedstawiają rodzinę walczącą o utracone dziecko. Ostatnio głośno było o młodych rodzicach, którym urodziły się bliźniaki, a dzieci zostały odebrane rodzicom w szpitalu, już po 4 godzinie od porodu. Młodej mamie nawet nie dano możliwości czy szansy by się sprawdzić w nowej roli. Powodem była wątpliwa diagnoza matki, która została postawiona na podstawie bałaganu w pokoju, gdy ta miała zaledwie 13 lat, tj. 11 lat temu. Przez ten okres nikt się nie zastanowił czy diagnoza ta jest właściwa. Teraz matka została poddana dwóm niezależnym ekspertyzom psychologów, którzy ocenili ją jako zupełnie normalną dziewczynę, a nie dziewczynę z niedorozwojem umysłowym. Dzieci nadal nie odzyskała, ale sprawa trafiła teraz do Komisji wojewódzkiej tj. Fylkesnemnda. Natomiast w sprawie ojca Barnevernet orzekło, że ten nie może sprawować opieki nad dziećmi, bo zupełnie nie akceptuje rzekomej diagnozy matki. Czy to naprawdę było najlepsze rozwiązanie dla tych nowonarodzonych maluchów? Rodzice wraz z bliźniakami, w obawie przed BV ukrywali się przez pewnie czas w Polsce.

A to tylko jedna z wielu historii z Barnevernet w roli głównej o jakich słyszałam. Zdarzyło się też na przykład, że dziecko powiedziało coś w przedszkolu, nagle pod jego dom podjeżdża policja i Brenevernet i zakuwają ojca w kajdanki i zabierają go do więzienia, a dzieci z kolei kierują do rodzinny zastępczej. Oczywiście ta absurdalna sytuacja nie trwała długo i sprawa szybko się wyjaśniła, ale co przeżyła ta rodzina to aż strach pomyśleć. Dlatego warto rozmawiać z dziećmi co to jest bicie, przemoc i dlaczego nie należy kłamać, jakie mogą być konsekwencje takich zmyślonych opowieści.

Inna historia opowiada o mojej znajomej Norweżce. Miała ona 3-letnie dziecko, które sobie słodko spało w nocy, więc ta postanowiła sobie pójść na miasto zastawiając dziecko same. Zostało to zgłoszone na policję, a policja w środku nocy włamała się do domu i zabrała dziecko. Byłam nawet na rozprawie, ponieważ miałam z nimi kontakt. Rozprawa była bardzo nieprzyjemna, dodałam od siebie, że mam nadzieję, iż dziecko zostanie przy matce, ale zostałam pouczona, iż nie mnie o tym decydować i nie mam prawa wywierać wpływu na decyzję sadu. Znajoma straciła dziecko na 3 lata. Najpierw mogła tylko raz w miesiącu rozmawiać z dzieckiem przez telefon. Potem były umówione wizyty raz w tygodniu w obecności pracownika z barnevernet. Moja znajoma przyjeżdżała wtedy do mnie i razem chodziłyśmy na spacer, wraz z tą osobą z bernevenet. Była ona wtedy kłębkiem nerwów, strasznie ją denerwowała obecność osoby kontrolującej jej kontakty z dzieckiem. Przez ten cały 3-letni okres pracowała ona wytrwale, by odzyskać dziecko. Po trzech latach wróciło do niej na stale. Czym to małe zasłużyło sobie na taką karę jaką jest rozłąka z matką?

Podobny system działa w Szwecji, gdzie powstał nawet film, prawdziwy wyciskacz łez pt. „Obce niebo”. Film został wyreżyserowany przez Dariusza Gajewskiego, a w rolach głównych występują Agnieszka Grochowska jako Basia, Bartłomiej Topa jako Marek i Basia Kubiak jako Ula. W roli urzędniczki Anity, legenda skandynawskiego kina – Ewa Floling. Film trwa dokładnie 104 minuty i miał swój debiut 15.10.2015. Jest to historia polskiej rodzinny mieszkającej od 2 lat w Szwecji. Rodzice kłócą się między sobą, jest przemoc, więc zaniepokojone dziecko dzwoni na infolinie. Sytuacją dziecka zaczyna interesować się urzędniczka, po czym dziecko zostaje oddane do rodzinny zastępczej, a rodzice rozpoczynają swoja niezłomną walkę przeciw systemowi, by odzyskać dziecko.

Kilka lat temu również głośno było o sprawie 9-letniej Nicoli, którą Rutkowski, nazwany przez Norwegów „Rambo”, uprowadził nocą przez okno rodziny zastępczej do Polski.

Jeszcze inny przypadek to łamiące serce video na facebooku ze sceny pożegnania po wizycie małych dzieci u matki, której odebrano dzieci. Matka Norweżka wyszła za obywatela Rumunii i mieli razem piątkę dzieci. Wystąpili w rumuńskiej telewizji, gdzie powiedzieli, że stosują na swoich dzieciach kary cielesne. Dzieci zostały im odebrane pod koniec 2015 roku, co spowodowało protesty i kilka demonstracji w Europie, między innymi pod Ambasadą Norwegii w Bukareszcie, oraz w Ameryce Północnej. Dopiero teraz pozwolono by najmłodsze dziecko powróciło do rodziców.

16 kwietnia 2016 odbyło się 59 demonstracji w 20 krajach w tym i kilku miastach Norwegii (0slo, Bergen, Haugesund i 2 innych) przeciwko bv, które bez większych podstaw zabiera dzieci rodzicom. Również BBC pokazało dokument krytykujący działalność bv w Norwegii.

Organizacje do obrony praw dziecka są potrzebne, ale działania BV powinny być kontrolowane przez wyższe instancje, tak by można się odwołać od ich niesłusznej decyzji.

Czasem rodzice potrzebują jedynie rady, obserwacji i niewielkiej pomocy, by wszystko mogło wrócić do normy. Nie mówię tutaj o wypadku zagrożenia zdrowia i życia czy gwałtów. Bv robi przecież też wiele dobrego dla rodzin obcokrajowców mieszkających w Norwegii. Jest wiele pracowników bv gdzie dobro dziecka i rodziny jest dla nich naprawdę najważniejsze. Jednak nie może to być traktowane jako usprawiedliwienie dla wszystkich błędnych akcji bv, bo w końcu ta organizacja jest od tego, by pomagać.

Myślę, że Barnevernet przydałaby się współpraca z psychologiem rodzinnym lub dziecięcym zanim zostanie podjęta decyzja o umieszczeniu dziecka w rodzinie zastępczej, do której powinien trafić dopiero gdy rodzice naprawdę nie wywiązują się z obowiązków rodzicielskich, i to nie z powodu niskiego IQ (był taki przypadek niestety gdzie odebrano matce dziecko, bo słabo wypadła na teście IQ) oraz w razie gdy z całą pewnością stwierdzono, że nikt z członków rodziny nie może przejąć opieki nad dzieckiem.

Ale żeby nie było, że widzę drzazgę w oku u sąsiada, a u siebie belki nie zauważam, to muszę przyznać, że w Polsce również zdarzają się przypadki, gdzie dzieci odebrane są rodzicom tylko z tego względu, że ci byli bardzo biedni i nie było ich stać na podstawowe opłaty, takie jak prąd, woda, itp.

W Polsce są też niestety takie przypadki, że dzieci są maltretowane za ścianą i nikt tego nie słyszy, nikt nic nie widzi, aż w końcu jest już za późno na pomoc. Nadal panuje taka społeczna znieczulica na przemoc w rodzinie. W Norwegii mówi się „den som tier, den samtykker”, co znaczy „ten co milczy, ten się (na to co widzi i słyszy) zgadza”.

A z problemami nie jest niestety tak, że jak się o nich nie mówi, to te nie istnieją.

 

  • To co przeczytałam mnie przeraziło. wiedziałam, że prawo w Norwegii wobec dzieci ich wychowywania jest bardzo restrykcyjne, ale te wszystkie sytuacje, które opisałaś mnie na prawdę przygnębiły. Zgadzam się, że nad BV powinna być jakaś instancja, która będzie ich kontrolować. Mało tego ich działania powinny być regulowane przez odpowiednie i spisane zasady. Zasada ” robimy wszystko dla dobra dziecka” i tak głupie działania w tym kierunku nie uwzględniając rodziców są niedopuszczalne.

  • Jestem w szoku, Norwegia, kraj w którym (podobno) dobrze się zyje tak inwigiluje swoich obywateli. Poprawność polityczna poszła z daleko, wtargnęła w życie rodzinne. Stała się wrecz terrorem. Normalnym rodzinom w napadzie złości czy trudnych sytuacji zdarza się popełniać błędy, które można naprawić. Dlatego masz rację, że każda sprawa powinna być indywidualnie rozpatrzona, z możliwością odwołania a bv kontrolowane odgórnie a nie tak, że byle klaps czy kłótnia a już policja pod domem. Wnioskuję, że donosicielstwo też ma miejsce. Czy ocenianie po pozorach. Zabrać świeżo upieczonej mamie dzieci z tego powodu – straszne. O podobnych przypadkach słyszałam w Polsce, głównie przez biedę. A gdyby tak dać pieniądze tym rodzicom zamiast płacić rodzinom zastępczym, wśród których pewnie wiele robi na tym biznes. Czyż nie byłoby bardziej efektywnie? Ale nie, bo taka rodzina przepije. Ale cieprienie przez rozłąkę z dzieckiem jest najtrudniejsze.

  • Wiele słyszałam o tej instytucji. Mam bardzo mieszane uczucia. Takie sprawy są bardzo delikatne. Potrzeba wnikliwej obserwacji, czasem psychologa, świadków i rozmowy z dzieckiem, żeby faktycznie upewnić się , że dziecko jest zagrożone. W przeciwnym wypadku można mu wyrządzić jeszcze większą krzywdę odbierając je rodzicom.

  • Rany, to jest przerażające… Wiem, że był taki film. Byłam w ciąży, kiedy go wyemitowali. Już na trailerze ryczałam, więc nie oglądałam dalej. Mam szczerą nadzieję, że ci pracownicy kiedyś za to odpowiedzą…

  • Agata Maj Cher

    Bardzo źle to wygląda. Wyobrażam sobie przeogromną liczbę nadużyć niszczących rodziny…

  • Z jednej strony mamy system/organizację, która powinna być pomocna. Życie jednak pokazuje, że i tutaj nie brak nadużyć. Przerażające!

  • elka

    Takie instytucje i niestety ich działania są czasem naprawdę bardzo krzywdzące…smutne… .

  • Przerażające te historie. Z początku od razu pomyślałam o niemieckim Jugendamt, ale oni nie mają takiej mocy sprawczej. Uważam, że instytucje pomagające dzieciom są potrzebne, ale powinny mieć jakiś sens. Tymczasem wydaje się, że ta agencja jest wszechmocna i nie ma na nią siły. Straszne.

  • Dla mnie cała instytucja jest chora. Wiem, że piszesz prawdę, doniesienia mamy co chwilę, ale jest to trudne do przyjęcia. W Norwegii robiłam zdjęcia swoim dzieciom i zostałam zapytana przez mieszkańca, dlaczego. Musiałam się wytłumaczyć.To jest OK, ale wynaturzenie, również w tym rzekomym bezpieczeństwie, to coś strasznego. Diagnoza na podstawie bałaganu w pokoju? Nie mogę uwierzyć.

  • Ann

    Przerażające. Z jednej strony ta organizacja ma chronić dzieci i im pomagać, a z drugiej często właśnie krzywdzi najmłodszych pozbawiając ich kontaktów z rodzicami…

  • Marta Korotko

    Jestem po prostu przerażona tym, co właśnie przeczytałam. Słowo daję, że w głowie mi to nie mieści. Ok, rozumiem sytuacje, gdy takie instytucje faktycznie umożliwiają dzieciom normalne, godne życie. Ale, że niektóre decyzje są podejmowane tak pochopnie…nie wiem, jak Ci ludzie mogą spać spokojnie i bez wyrzutów sumienia 🙁

  • Hym!!! Znam nieco polski system pomocy społecznej, który w wielu miejscach jest naprawdę popaprany – mama przez wiele lat pracowała w OPS, w tym bardzo długo jako kierownik takiego ośrodka. Poznałem także wiele różnych przykładów od tych bardzo negatywnych i w konsekwencji mocno odbijających się zwłaszcza na dzieciach, po te ze szczęśliwym zakończeniem. Jednak to, co przedstawiłaś, w niektórych przypadkach z Norwegii to prawdziwe urzędnicze szaleństwo!!!

  • To jest przerażające.. Nie chciałbym żyć pod taką presją, że aż nie wiadomo co było by „złe” wg tego urzędu..

  • Fajne jest przeczytać jak to się dzieje w innych krajach, ale same norweskie fakty są trochę, bardzo przerażające.

  • Daniel Paczkowski

    Ta instytucja to moim zdaniem faszyzm w praktyce. Wylanie dziecka z kąpielą.