Dlaczego książka? Część 1

 

Spacery to taka moja mała pasja. Uwielbiam wędrować, zwłaszcza w góry i każdą wolną chwilę staram się w ten aktywny sposób wykorzystywać. Podczas tego chodzenia wpadają mi czasem do głowy różne, nierzadko szalone pomysły. Któregoś razu (pamiętam nawet przy którym przydrożnym kamieniu) pomyślałam sobie, że fajnie byłoby napisać książkę. Ta myśl wracała podczas kolejnych spacerów, a nieme podszepty kamienia, który – jak nieproszony gość – wręcz się o to prosił i za każdym razem o tym przypominał, sprawiły, że zaczęłam analizować, czy to rzeczywiście dobry pomysł. Dałam sobie oczywiście trochę czasu, po cichu licząc chyba, że mi przejdzie. Tak się jednak nie stało, a pomysł uparcie, coraz częściej zaczął o sobie przypominać. Uznałam, że nie ma wyjścia, powiedziałam o tym planie rodzinie, mając nadzieję, że szybko mi go wybiją z głowy. Wbrew przewidywaniom, wszyscy zgodnie mnie poparli i utwierdzili jeszcze w przekonaniu, że to świetny pomysł.

Teraz, gdy ogłosiłam to światu, nie było już praktycznie odwrotu. Zabrałam się za pisanie, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, jaki ogrom pracy mnie czeka. W międzyczasie orientowałam się o możliwości wydawnicze i zbierałam wszelkie informacje o tym, co trzeba zrobić przed oddaniem do wydawnictwa. Pamiętam jak dziś, że wtedy po prostu wszystkiego mi się odechciało. Procedury, umowy, papirologia… Uznałam, że nie mam na to siły ani czasu i – nie mówiąc już nikomu – porzuciłam temat w nadziei, że zapomnę o pisaniu książki, a rodzina zapomni razem ze mną. Od tego czasu minęło kilka miesięcy i któregoś razu, wędrując po górach, córka zapytała, jak mi idzie pisanie. Rzuciłam wtedy, jakby mimochodem, że zrezygnowałam i książki nie będzie, i szybko próbowałam zmienić temat. Na nic się to zdało, bo córka nie dawała za wygraną, argumentując, że powinnam dokończyć swój projekt i nie poddawać się tak szybko. Obiecałam, że raz jeszcze się nad tym zastanowię. Nie będę ukrywała, że ochota mi wcale nie przeszła, więc zabrałam się ponownie za pisanie, z myślą o książce. Zarówno przyjaciółka, jak i rodzina wspierali mnie cały czas, motywując do działania i składając zamówienia, na kolejne egzemplarze.

Teksty do książki powstawały 9 miesięcy, od lipca do marca, ale sam pomysł i przygotowania, w tym założenie bloga, wysyłka testów do magazynów i wydawnictw, by sprawdzić, czy spodobają się czytelnikom, rozpoczęły się znacznie wcześniej. Koncepcja to oczywiście nie wszystko. Zaczęłam czytać mnóstwo artykułów o tym jak dobrze pisać, zapisałam się nawet na specjalny kurs, który nauczył mnie jak sprostać wyzwaniom proponowanym przez Internet, jak stosować różne środki przekazu, ze słynnym „pokazuj nie opisuj” na czele. Kupowałam książki o pisaniu i kreatywności. Dużo pomogły mi osoby, które czytały moje teksty i dawały informacje zwrotne odnośnie tego, co im się podobało, a co warto by zmienić i dopracować.

Na co dzień towarzyszy mi taka refleksja, że w życiu liczy się przede wszystkim zaufanie. Ja zaufałam tym razem sobie. Uwierzyłam, że podołam temu wyzwaniu, a każdy spacer w okolice olbrzymiego kamienia mnie w tym utwierdzał. Uwierzyłam, że pisanie ma sens, a ja jestem w stanie przekazać światu historie, które były kiedyś moim udziałem. W końcu zajęło mnie to tak bardzo, że nowej pasji zaczęłam poświęcać coraz więcej czasu, a ostatecznie niemal każdą wolną chwilę.

Zdaniem Kingi, u której robiłam kurs dotyczący samodzielnego wydawania książki, moja publikacja z pewnością zainteresuje osoby, które uwielbiają Norwegię i wszystko co z nią związane, które chcą mieć na swojej półce w biblioteczce wszelkie dotyczące tego kraju książki.

W końcu nadszedł ten dzień, gdy wszystkie teksty zostały napisane, postawiona została ostatnia kropka. To jednak nie oznaczało końca mojej pracy. Przyszedł czas na poprawki, redakcję, skracanie niektórych treści… można by tak w kółko coś poprawiać, dodawać, zmieniać. Mogłabym zrobić więcej kursów pisania, sprawdzać w nieskończoność, ale czy miałoby to sens? Teraz jest radość, są emocje, ale pojawia się też strach, bo im więcej pracy i całego siebie się w coś wkłada, tym bardziej zaczyna nam zależeć. Póki co mogę spokojnie powiedzieć: napisałam książkę i jestem z tego dumna. Jeszcze 3 lata temu, gdyby ktoś mi złożył taką propozycję, pewnie bym go wyśmiała.

Książka poszła do redakcji, na fb, z Waszą pomocą wybraliśmy projekt okładki, czeka mnie jeszcze korekta, skład i druk. Premiera Przystanek Norwegia. W poszukiwaniu zorzy” zaplanowana jest na 1 czerwca 2018.

Pamiętajcie by nie rezygnować z marzeń i pomysłów, które nie dają Wam spokojnie zasnąć. Widocznie naprawdę siedzi to w Was gdzieś głęboko i ważnym jest, by się głębiej zastanowić, czy nie warto zaryzykować, chociażby po to, by później nie żałować straconych okazji.

Czy TY pamiętasz takie marzenie, które nie dawało CI spokoju? Co wtedy zrobiłeś?

 

 

okladka
książka
okladka
książka