Plusy i minusy self-publishingu, część 3

 

 

Self-publishing – to brzmi dumnie. Z jednej strony daje on mnóstwo możliwości, bo w końcu można być panem samemu sobie, pozwala na niezależność i ogromną przestrzeń do działania, ale z drugiej – jest też trochę niebezpiecznie, bo do końca nie wiadomo, co się wydarzy, jakie pojawią się komplikacje i z jakimi problemami przyjdzie się mierzyć. I choć sama jestem członkinią kilku grup związanych z self-publishingiem, choć przeczytałam mnóstwo artykułów na ten temat i zrobiłam kurs „jak samodzielnie wydać książkę”, to jednak w self-publishingu czuję się trochę osamotniona. Choć mam blisko siebie ludzi z doświadczeniem w tej dziedzinie, którzy mocno mnie wspierają, to jednak jestem świadoma tego, że kroczę niepewną ścieżką, na której o potknięcia nietrudno.

Już same koszty tego przedsięwzięcia przyprawiły mnie o gęsią skórkę: kurs „Jak wydać książkę” – 350 zł, praca grafika – około 1000 zł, redakcja z korektą – około 4000 zł, skład, druk – 14000 zł. Suma 20 000 zł jest, jak widać, bardzo realistyczna. Do tego jeszcze promocja: przygotowanie strony sprzedażowej, reklama… koszty z pewnością jeszcze wzrosną. Oczywiście zawsze można szukać oszczędności, chociażby na druku i wybierać najtańsze materiały, kiepskiej jakości. Tylko jak tu wydać książkę o Norwegii i jej pięknej przyrodzie bez zdjęć? Nie da się.

Choć ofert drukarni jest w internecie bardzo dużo, to okazuje się, że połowa z nich nie odpowiada na zapytania ofertowe, a z pozostałych – kolejna połowa nie drukuje nakładów poniżej 1000 sztuk. Możliwość wyboru stała się więc znacznie okrojona. Niepewna efektu końcowego, postanowiłam wydrukować książkę próbną. Cena takiej przyjemności to 200 zł, choć udało mi się utargować zniżkę. W ten sposób miałam okazję „przetestować” to, co niebawem miało się stać moją książką. W końcu nad egzemplarzem, który ma tylko okładkę, a w środku puste strony można się trochę poznęcać 😉 Nad prawdziwą nie miałabym już do tego serca. Okładka bardzo ładnie się prezentowała, natomiast „wnętrze” książki budziło już małą wątpliwość. Myślę, że ten egzemplarz wytrzymałaby zapewne nie jedno przeczytanie, gdyby całość była dobrze sklejona. Niestety moja próbka nie była, a co za tym idzie, grzbiet zaczął pękać i się rozklejać. Z tego doświadczenia wyciągnęłam jedyny jak sądzę słuszny wniosek – wybrałam dwie z najlepszych drukarni w kraju (poleciły mi ją zaprzyjaźnione pisarki, które nie raz korzystały z ich usług, a wydania za każdym razem zachwycają). Jedną gotową książkę mam już od pewnego czasu na półce w swojej domowej biblioteczce, a druga, mam nadzieję, dotrze lada dzień.

Kolejny etap wydania to skład i dobór zdjęć. Mam tak dużą liczbę tych drugich, że z pewnością będzie z czego wybierać. Oprócz moich fotografii, na kartach książki znajdą się też te wykonane przez Gosię z Gazela w Laponii i Patrycję z Pat i Norway. A wszystkie prace są efektem spotkania miłośników Skandynawii NordicTalking w Gdańsku. Niezmiernie mnie cieszy, że dołączyła do nas również Ania z Trondheim, bo jej zdjęcia fascynowały mnie już od dawna.

Premiera książki, ze względu na mały poślizg, została przesunięta na lipiec, ale już od 1 czerwca można ją zamówić na Polakpotrafi. Wybrałam tę formę przedsprzedaży, ponieważ cały czas byliście ze mną, wspólnie wybieraliśmy tytuł, zdjęcie okładki, zdjęcia do książki… dlatego uważam, że to taki nasz wspólny projekt. Wspierając go macie okazję zdobyć wiele gadżetów, reniferki i inne miłe upominki z Norwegii. Część z nich powstała przy wsparciu zaangażowanych w projekt ludzi, których pasje tworzenia: malowanie, fotografowanie, pisanie, szydełkowanie, będziecie mieli okazję zobaczyć. Również dla tych, którzy planują wybrać się do Norwegii, mamy miłe niespodzianki, czekające już tutaj, na miejscu.

Książka zaraz pójdzie do składu do Kasi, która sama znalazła mnie na fb i przysłała takie portfolio, że nie miałam żadnych wątpliwości, komu powierzę swoją pracę. 20 lat solidnej pracy przy grafice i składzie książki, zdecydowanie pachnie profesjonalizmem. Później jeszcze tylko Mariola podczas powtórnej korekty wyłapie wszystkie sierotki i macoszki, tj. literki, które pouciekały podczas składu. Obecnie Mariola pracuje nad pierwszą korektą, a znając jej dokładność i skrupulatność, wiem, że teraz pewnie chodzi spać po północy. W międzyczasie trafiłam też na Jana Skupińskiego, który nagrał kawałek tekstu z książki na mp3. To też zupełnie nowe doświadczenie.

Tym, co w selfpublishingu najfajniejsze, jest chyba fakt, że poznałam grupę fantastycznych osób. Bez nich z pewnością nie byłoby tej książki. Dzięki nim nauczyłam się mnóstwa nowych rzeczy. I mogę teraz już szczerze przyznać: cieszę się, że nie zdawałam sobie do końca sprawy, ile pracy i wysiłku mnie czeka, bo prawdopodobnie bym się nie zdecydowała. Jedno w każdym razie jest pewne: NIE ŻAŁUJĘ. Poza tym już teraz docierają do mnie miłe głosy. Ostatnio dowiedziałam się na przykład, że moja książka została zamówiona jako prezent na wesele dla pary, która kocha podróże. Już dawno nie byłam tak dumna.

Bardzo mi zależy, żebyście czytając książkę odnieśli wrażenie, że to co w niej opisuję to panująca w Norwegii rzeczywistość, że to nie jakiś mój wyimaginowany, przerysowany świat, ale najszczersza prawda. Dlatego poprosiłam znajomą z fb, która od lat jeździ do Skandynawii, o opinię. Nie ukrywam, trochę się obawiałam tego, co mi powie, bo w końcu jak zaskoczyć i zadowolić kogoś, kto ten kraj zna już od dawna i pokochał go na swój własny sposób? Oto co mi napisała:

Od razu przyznam, że jestem nieprzytomnie zakochana w Norwegii i kiedy po pierwszej wizycie tam, po wakacjach na dalekich Lofotach, prom odbijał od brzegu, zwyczajnie stałam zapłakana. Czułam, że zostawiam na tych skałach swoje serce na zawsze. Od tamtej pory wielokrotnie wracałam do Norwegii, zawsze w tym samym zachwycie. Dlatego książkę Renaty zaczęłam czytać trochę ze strachem, że nie da się na papierze oddać całej tej magii, która decyduje o tym, że Norwegia jest moim miejscem na ziemi. Zupełnie niepotrzebnie! Od pierwszych stron lektury przeniosłam się do tego cudnego kraju z zimnym latem. Możesz poczuć na twarzy słoną bryzę od morza i wiesz, jak trudno jest się rano obudzić w trakcie nocy polarnej. Dzięki bardzo osobistym opisom kraju, możesz poczuć się tak, jakbyś to ty spędzał weekend na maleńkiej wysepce na zimnym morzu. To właśnie wyróżnia książkę Renaty, z którą zgadzam się w 100%: kocham Norwegię, bo to jeden z najpiękniejszych krajów jakie znam – tę miłość widać na każdej stronie książki.

Kinga Fromlewicz, SiłaPR – Zostań swoim PRowcem

Zapraszam Was serdecznie na Polakpotrafi, sami przekonajcie się czy warto i oceńcie moją pracę. Od siebie mogę tylko dodać, że w powstanie książki włożyłam dużo wysiłku i 200% zaangażowania. Wierzę, że nie będziecie zawiedzeni. A warto ją zamawiać już teraz, bo autograf można otrzymać tylko na egzemplarzach z przedsprzedaży. Później wysyłkę będzie już prowadziła tylko drukarnia.

https://polakpotrafi.pl/projekt/przystanek-norwegia-w-poszukiwaniu-zorzy