Spacer po lesie


Idziemy wolnym krokiem, dziewczynka podniosła z ziemi patyk, dotykając nim mojego ramienia.
– Kim chciałabyś być? – zapytała z dziecięcą nonszalancją
– Nie mam pojęcia – powiedziałam nieco zdezorientowana.
– To zamieniam Cię w żabę!
– Nie no, w żabę nie chcę! Zaraz ktoś mnie zje – zaprotestowałam, udając przy tym przestraszoną.
– Ok, w takim razie od teraz jesteś księżniczką!
– Też tak nie chcę. Przecież korona jest taka ciężka, będę miała tyle obowiązków, że nie pośpię tak długo, jak zechcę. I te wszystkie stroje i uroczystości… uff, chyba nie dam rady.
– Dobrze, niech będzie. Będziesz sobą.
– Dzięki – powiedziałam z ulgą – Najchętniej, gdybym już miała wybierać, zostałabym chyba królem lasu, czyli łosiem. Ale nie podczas polowania. Wtedy chciałabym być mrówką – dodałam na koniec.
– A ty mamo będziesz leopardem! – tym pomysłem dziewczynka nas obie rozbawiła.
– Wiesz, nawet to do ciebie pasuje – zażartowałam do koleżanki.
– Pewnie, nawet kiedyś szukałam ubrań z takim motywem, ale nigdzie nic fajnego nie znalazłam – powiedziała koleżanka.
– Nie ma się czemu dziwić, takie rzeczy były modne chyba w latach ‘90 – dodałam.
– A Ty kim chciałabyś być? – zapytałam w końcu dziewczynkę.
– Wróżką! – odpowiedziała bez zastanowienia.
– O nie, miałabyś wtedy zbyt dużą władzę. Zostaniesz zającem! – zaczarowałam dziewczynkę, po czym siedmiolatka zaczęła skakać wzdłuż drogi, pogryzła kończynę i wypluła je na trawę, tak bardzo wczuwając się w rolę.
W pewnej chwili nachyliła się nad mrówką ze skrzydełkami, wzięła ją na rękę, a gdy wypuściła w powietrze, ta odfrunęła.
– Co to takiego? – zapytała.
– Latające mrówki, mnóstwo ich tutaj.
Weszłyśmy do lasu. Dziewczynka nabrała energii i stwierdzała, że znudziło jej się bycie zającem. Chciała zostać teraz kimś innym.
– Ok, od teraz będziesz małpką – ponownie wypowiedziałam zaklęcie
Dziewczynka od razu zaczęła wspinać się na okoliczne drzewa i opowiadała o tym, co widzi. Podczas zejścia, żółty kalosz zaklinował jej się w rozwidleniu dwóch konarów. Chciałam jej pomóc, ale dziewczynka była świetnie przygotowana na każdą ewentualność.
– W takiej sytuacji wyjmuje się nogę z buta, po czym uwalnia go z potrzasku – zademonstrowała ekspercko, bo pewnie już nie razy była w takiej sytuacji.
Dalej podskakiwała udając małpę, aż w końcu koleżanka zaproponowała, że może by zjadła banana? Nasza Małpka podrapała się po głowie, pisnęła radosne jy przytakując głową, po czym usiadła na poboczu i zajęła się obieraniem owocu ze skórki, która nota bene wyglądała jak szyja żyrafy, bo pokryły ja brązowe kropki. Dziewczynka zjadła go z apetytem, a my w tym czasie zajęłyśmy się zrywaniem borówek na obrzeżach lasu.
– Obcięłaś włosy? – zapytałam w końcu nieśmiało.
– Tak, bo przeszkadzały mi podczas treningów. Robiło mi się w nich za gorąco i nawet upięcie w kitkę nie robiło większej różnicy – wyjaśniła koleżanka.
– Wyglądasz teraz jak ta dziewczyna z Roxette – zażartowałam
– Co za porównanie, akurat do niej nie chciałabym być podobna – w głosie koleżanki słychać było nutkę żalu.
– O, dlaczego?
– Nie chodzi mi o muzykę, tylko nie chce wyglądać jak ona.
– No dobrze, wyglądasz jak jeszcze lepsza wersja samej siebie – mówię, żeby rozładować napięcie.
– O! I to mi się podoba.
W lesie już pojawiły się pierwsze oznaki jesieni. Pojedyncze liście zmieniły swój kolor i mieniły się złotem. Wyszłyśmy na otwartą przestrzeń. Całą polankę pięknie porastały teraz wrzosowiska w cudownych kolorach różu i fioletu. Liście jagód nabrały barw czerwieni, a dojrzale borówki, jak rozsypane koraliki, zdobiły ściółkę. Zaczęłyśmy je zbierać do plastikowych woreczków. Bardzo lubię zbierać borówki, bo nie brudzą rąk tak jak jagody, a szybko się je zbiera, bo rosną całymi grupami.
Dziewczynka na początku też zbierała z nami owoce, ale potem, zmęczona, położyła się na wrzosowisku, z głową opartą o plecak i patrzyła w niebo przyglądając się nielicznym chmurkom i czekając, aż skończymy.
– Córka ostatnio była trochę przeziębiona i szybko się męczy, ale musiałaby mieć naprawdę wysoką temperaturę, żeby można było ją zostawić w domu, tak bardzo lubi wychodzić na świeże powietrze, być blisko natury – powiedziała koleżanka.
W końcu i my zrobiłyśmy sobie przerwę, usiadłyśmy na kamieniach, wypiłyśmy kawę, przegryzając do tego chleb z brązowym serem, a dziewczynka ze smakiem jadła naleśniki, które dziś rano zrobiła jej mama na śniadanie.
– Za tydzień mam urodziny, okrągłą rocznicę – przyznała się koleżanka.
– Masz jakieś przemyślenia w związku z tym? Nie wydaje ci się, że jesteś młodsza niż wiek by na to wskazywał? – zapytałam zaciekawiona.
– Trochę tak, ale z drugiej strony, jak pomyślę, ile ludzi w swoim życiu spotkałam, ile doświadczyłam, to mam wrażenie jakbym obchodziła 100 urodziny.
– Musisz w takim razie napisać 3 listy do siebie, które przeczytasz za 2, 5 i 10 lat. Gdzieś kiedyś o tym czytałam – dodałam.
– Ty tak robisz?
– Nie, ale spodobał mi się pomysł – dodałam.
– To będzie środa, zapowiadają wtedy ładną pogodę. Wezmę sobie urlop, pojadę na plażę… chcę by ten dzień był taki inny, taki mój.
– Super pomysł! Moja siostra w swoje urodziny zawsze idzie do lekarza i robi sobie taki przegląd z badaniem krwi włącznie – powiedziałam.
– Prezent mama! Pochwal się prezentem- zawołała dziewczynka, która nagle pojawiła się w pobliżu.
– No tak. Od mojego taty dostałam pieniążki na nową wędkę, bo stara mi się zepsuła, a brakowało mi jej.
– Mamo, a ten prezent w mieście? – dalej dopytywała dziewczynka.
– A, tak! Kolejny prezent to będzie koncert na żywo. W przyszły weekend jedziemy tam z córką, będziemy mieszkały w hotelu.
– Brzmi super! – powiedziałam.
Posilone postanowiłyśmy wracać, bo dziewczynka zamiast czuć się lepiej, była coraz słabsza. Widocznie całą energię już spożyła.
W drodze powrotnej mijał nas jeden z najstarszych mieszkańców okolicy. Jechał na swoim starym rowerze. Nie zważając na dziury, poruszał się z zawrotną prędkością, a w koszyku wesoło podskakiwały mu butelka coli i paczka chipsów. Pozdrowiliśmy się skinieniem głowy. Jak widać nie tylko my doceniamy kontakt z przyrodą w tak piękny dzień jak ten, bo był to bez wątpienia jeden z najpiękniejszych dni tej jesieni.

Więcej opowiadań z Norwegii znajdziesz w mojej książce /http://przystaneknorwegia.pl/