Mobbing


Popołudnie zapowiadało się bardzo optymistycznie – gdy wyszłam z pracy w końcu przestało padać, a zza chmur próbowało nawet przebić się słońce. W taki dzień grzechem byłoby siedzieć w domu, więc zrobiłam obiad i poszłam na mój popołudniowy godzinny marsz w góry. W międzyczasie do domu zdążył wrócić mąż, który właśnie wykorzystywał jeden z ostatnich dni urlopu, od 6 rano krążąc z wiatrówką po górach. Nadmiar świeżego, rześkiego powietrza i kilkugodzinny marsz sprawiły, że od razu po obiedzie położył się na kanapie i uciął sobie drzemkę. Mój powrót wybudził go z lekkiego snu i nie był z tego powodu zachwycony. Tym bardziej, że gdy tylko pojawiłam się w salonie, kazałam mu się zbierać, bo wieczorem mieliśmy jechać na przedstawienie „Powieś się!”
– Naprawdę musimy tam jechać? – próbował protestować ciągle jeszcze zaspanym i półprzytomnym głosem
– Tak, musimy. Dzieci widziały ten spektakl rano, a nauczyciele prosili, żeby później porozmawiać w domu o jego tematyce. Widocznie to coś ważnego – odparłam kategorycznie.
Zanim dotarliśmy na miejsce, co nieco poczytałam w Internecie o tym przedstawieniu. Podejmowało ono problem mobbingu internetowego, czyli takiego, który może dotyczyć każdego z nas, a wbrew pozorom zagrożenie zdaje się czyhać na każdym kroku.
Ledwo zdążyliśmy zająć swoje miejsca, gdy na scenę wbiegła zgrabna blondynka – dziewczyna w różowym topie, czarnych leginsach i białych adidasach. Zmęczona, jakby właśnie przebiegła maraton, ale zadowolona, zrobiła sobie kilka selfie i wrzuciła je na swój profil w serwisie społecznościowym dodając komentarz, że teraz pora na pyszne śniadanko i życząc wszystkim miłego dnia. Tekst wiadomości ukazał się na sporym ekranie. Za chwilę zaczęły się pojawiać przychylne i pełne podziwu odpowiedzi znajomych, ale nie zabrakło też kilku anonimów typu: „zobacz jaka jesteś gruba”, „obrzydliwe wałki tłuszczu na brzuchu”, „chyba nie masz lustra w domu” itp. Za chwilę dowiedzieliśmy się, że wszystkie te komentarze były ściągnięte z Internetu i rzeczywiście ktoś kiedyś w ten sposób wypowiadał się o drugiej, często obcej osobie. W reakcji na tą sytuację główna bohaterka zaczęła się odchudzać, choć nie miała ani grama nadwagi. W każdej dziedzinie życia chciała spełniać oczekiwania innych. W szkole dostawała same 5 i 6, w domu robiła wszystko, czego chcieli jej rodzice. Teraz zaczęła też coraz więcej ćwiczyć i podejmować wysiłek ponad własne siły.
W pewnym momencie na scenie pojawił się chłopak. Usiadł przy biurku i grał w coś na komputerze. Chwilę później zawibrował jego telefon. Na wyświetlaczu pojawił się SMS od kolegi:
„Co robisz?”
„Gram.” – padła odpowiedź.
„Chodź do Adriana.”
„Nie mogę, zajęty jestem, gram.”
„Na nic nie masz czasu przez to granie. Idziemy na urodziny do Oskara, ty nie jesteś zaproszony. Zobaczysz, że niebawem nie będziesz miał żadnych kumpli przez to granie”.
Tak tez się stało – chłopak stracił kolegów, był samotny, a któregoś dnia wsadził do plecaka pistolet i poszedł do szkoły, zły na cały świat. W tym czasie bohater zaczął biegać między rzędami krzeseł zaczepił mnie nawet ramieniem, wyglądał jakby wpadł w furię. W końcu stanął przed sceną, wyjął broń i zaczął z niej do nas mierzyć. Ręce trzęsły mu się coraz bardziej, nie wytrzymał nerwowo i w końcu padł na posadzkę, zaniósł się krzykiem, szlochając z bezsilności. W USA takie sytuacje dzieją się średnio raz w tygodniu, tyle że tam niestety młodzi ludzie często bez cienia zawahania pociągają za spust.
Kolejna bohaterka to dziewczyna, która nieustannie kłóciła się z matką i z każdym, kto robił i mówił coś nie po jej myśli. Od zawsze była takim niespokojnym dzieckiem, kłopoty pojawiały się już w przedszkolu, bo a to ugryzła inne dziecko, a to kogoś pobiła. Nikt nie chciał jej zapraszać na urodziny, bo istniało duże prawdopodobieństwo, że będzie za bardzo szalała i zacznie wszczynać kolejną awanturę. W intrenecie znów zaczęły pojawiać się komentarze: „nikt cię nie lubi”, „śmierdzisz” itp. Ubrana w podarte rajstopy, czarne spodnie i bluzę, wzięła do ręki nóż i zaczęła oglądać swoje nadgarstki. W końcu nie wytrzymała, rzuciła nóż i upadła na podłogę.
Ostatni epizod dotyczył dziewczyny, która całymi dniami leżała w łóżku. W którymś momencie napisała post o tym, że życie jest bezsensu. W odpowiedzi usłyszała, że w takim razie powinna się powiesić. Bez chwili zastanowienia wzięła do ręki sznurek i próbowała zawiązać pętlę, ale w ostatniej chwili zrezygnowała i wróciła do łóżka.
Ci bohaterowie mieli wybór i wybrali życie. Wszystko dobrze się skończyło, choć wszystkie sytuacje były bardzo niebezpieczne. Dowiedzieliśmy się, że pierwsza dziewczyna mogła wpaść w anoreksję, ale w porę udzielono jej pomocy.
Na koniec usłyszeliśmy historię Odina, 13 letniego chłopca, który odebrał sobie życie. W takich sytuacjach zawsze pojawia się pytanie: czyja to była wina? Nauczyciela? Rodziców? Kto ponosi za to odpowiedzialność? W odpowiedzi, drżącym głosem słowa wypowiedziała pani psycholog: Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni!!!!
To przedstawienie było pokazywane w całym kraju już ponad 400 razy i będzie pokazywane dalej. Bo choć wśród publiczności znaczną większość stanowi rozbawiona młodzież, to w którymś rzędzie może siedzieć, być może zupełnie niezauważany, właśnie taki młody człowiek. Jego problemów nie dostrzegają ani rówieśnicy, ani nauczyciele, ani rodzice. – Uściskajcie swoje dzieci i powiedźcie im, jak bardzo je kochacie – brzmiały ostatnie wypowiedziane podczas spektaklu słowa, które wryły mi się w pamięć.
Podczas powrotu do domu niewiele z mężem rozmawialiśmy. Miałam w głowie mętlik, ale powoli udało mi się otrząsnąć. Bo przecież nikt nie może nas zranić, jeśli mu na to nie pozwolimy. Znając swoją wartość i będąc dowartościowanym przez najbliższych, bolesne uwagi nie ranią tak bardzo. Warto też zastanowić się, czy jest sens utrzymywać kontakty z osobami, które sprawiają na ból, czy nie lepiej odciąć się od nich. Gorzej, gdy takie sytuacje dotyczą dzieci i młodzieży, czyli osób niesamowicie wrażliwych, które dopiero wkraczają w dorosłe życie, niepewnych siebie, wciąż walczących o akceptację rówieśników i środowiska, stawiających sobie wiele ambitnych zadań i nie potrafiących pogodzić się z niepowodzeniami. Gdy nie potrafią jeszcze na dobre zapanować nad emocjami i wydaje im się, że świat ma tylko dwa kolory: czarny i biały.
Myślę, że tak jak nie wstyd zawrócić w górach podczas niekorzystnych warunków pogodowych, tak nie jest wstydem poprosić o pomoc w sytuacji, gdy tej pomocy potrzebujemy. Bądźmy wrażliwi na tych, którzy nas potrzebują.

Post navigation