Halloween

Co roku w ostatni dzień października dzieci chodzą po domach i mówią knask eller knepp (cukierek albo psikus), za co dostają słodycze. Knask znaczy coś do zagryzienia, coś na ząb, a knepp to taka sztuczka, którą należy pokazać dzieciom, gdy się nie ma dla nich słodyczy. Ja gdy pierwszy raz spotkałam się z tą tradycją, to odpowiedziałam dzieciom: nie, dziękuję, bo nie wiedziałam o co chodzi,a te popatrzyły na mnie zdezorientowane i poszły dalej.
Halloween wbrew pozorom wcale nie wywodzi się z Ameryki, jak pewnie większość sadzi, a z celtyckiego święta powitania zimy. Tam też kapłani przebierali się na czarno i używali dużej ponacinanej rzepy jako maski. Wierzono, że tej nocy zaciera się granica pomiędzy światem żywych i umarłych. Irlandzcy i angielscy emigranci w latach 40 XIX wieku przywieźli to święto do Ameryki. Tam zamieniono rzepę na dynie, bo w Ameryce łatwiej było o tę drugą. I dopiero z Ameryki tradycja Halloween trafiła spowrotem do Europy. Stąd też mamy dziś czarne kostiumy i dynie jako symbol tego święta.
W Norwegii początki rozkwitu Halloween przypadają na 2000 rok, kiedy święto to było promowane jako jesienna aktywność dla dzieci. Oczywiście jest to też niesamowity zysk dla sklepów. Ludzie już na kilka dni przed 31 października chętnie kupują słodycze, a półki marketowe z dużym wyprzedzeniem przypominają o nadchodzącym święcie, kusząc kolorami i różnościami. Większość Norwegów cieszy się na ten dzień i w rezultacie słodycze chętnie są dzieciom rozdawane. A ci, którzy wcale nie chcą takiej wizyty, wyłączają na dworze światło, w godzinach w których mogą się jej spodziewać, czyli między 17 a 21-ą najpóźniej. Zgaszone światło przed domem to taki umowny znak, że w tym domu dzieci słodyczy nie dostaną.
My z mężem kiedyś zapomnieliśmy kupić słodyczy, ale mimo to nie zgasiliśmy świateł… mieliśmy jabłka i pomarańcze i myśleliśmy nadzieję, że to wystarczy. Ale dzieci z rozczarowaniem w głosie mówiły: ale ja nie lubię owoców. Od tamtej pory już zawsze jesteśmy przygotowani i z przyjemnością witamy dzieci, próbujemy nawet zgadnąć, które z dzieci znajomych kryje się za maską.
Dzieci chodzą albo w grupie, albo parami i same ustalają pomiędzy sobą kto z kim będzie chodził. Przebierają się w maski i różne inne groźne postacie, tak, że bardzo trudno jest je rozpoznać, jak na przykład czarownice, diabły, kościotrupy, Dracule, zombie, wampiry. A w ręce noszą plastikowe koszyczki w kształcie dyni, w które gromadzą zdobyte słodycze.
Pewnego Halloween, moja córka przyszła zmęczona po 2 godzinach do domu i mówi, że szkoda, że tak pada, bo ciężko się chodzi w deszczu, ale obeszli już wszystkie domy w okolicy więc i tak nie było gdzie dalej chodzić. Przyniosła całe wiaderko słodyczy, ale niestety część z nich zmokła i nadawała się od razu do wyrzucenia.
Również w przedszkolach lub bibliotekach organizowane są też takie Halloween party, gdzie dzieci przychodzą w swoich kostiumach. Są róże atrakcje, konkursy, czytanie jakiejś „strasznej historii o duchach”, oraz kosztowanie przygotowanych przysmaków, np. żelowe oko w galaretce, pająk na talerzu, albo „krew” do picia. Jest też oczywiście wybór najstraszniejszego stroju.
A wy co sądzicie o tradycji Halloween? Jestem bardzo ciekawa, bo wśród Polaków święto to ma raczej więcej przeciwników aniżeli zwolenników.

halloween
halloween